25 września 2018 r. Imieniny obchodzą: Aurelia, Władysław, Kamil

  Witamy na stronie Wyższego Seminarium Duchownego w Drohiczynie    
LITURGIA SŁOWA



Czytania:
; ;
Ewangelia:


Czytania na dzień dzisiejszy - www.mateusz.pl

LINKI
Stolica Apostolska
Episkopat
Katolickie Radio Podlasie
Diecezja Drohiczyńska
Tygodnik Niedziela
Drohiczyńskie Towarzystwo Naukowe
Biblioteka
Biblioteka - dostęp lokalny
 
MULTIMEDIA
Filmy
Prezentacje
 
KRONIKA
2014/2015
2013/2014
2012/2013
2011/2012
2010/2011
2009/2010
2008/2009
2007/2008
2006/2007
 
GALERIA - ARCHIWUM
2008/2009
2007/2008
2006/2007
1977-1997
1956-1976
Wakacje 2006-2008
 
 
MENU
Strona główna
Aktualności
Historia
Przełożeni i wychowawcy
Wykładowcy
Alumni
Kalendarium 2015/2016
Dla kandydatów
Kontakt
 
GRUPY I KOŁA
KSM
CARITAS
Ruch ŚWIATŁO-ŻYCIE
Koło Misyjne
Koło Sportowe
Koło Różańcowe
 
GALERIA
2014/2015
2013/2014
2012/2013
2011/2012
2010/2011
2009/2010
 
 
 
2012/2013
 
 

 

Wybierz kategorie:

Wywiad z ks. Krzysztofem Wonsem (2012-12-02 14:12:32)


Wywiad z ks. Krzysztofem Wonsem, znanym i cenionym rekolekcjonistą, który prowadził rekolekcje dla alumnów WSD Drohiczyn na początek roku akademickiego w dniach 23-27 września 2012r.


Życie duchowe jest wielkim darem od Pana Boga. Jak je pielęgnować, aby nie stracić tego daru, a także je rozwijać?

Już samo określenie „życie duchowe”, udziela odpowiedzi: jest to życie pochodzące od Ducha, Trzeciej Osoby Boskiej. Prowadzić życie duchowe to inaczej dać się prowadzić przez Ducha Ojca i Syna. Mogą pojawić się od razu pytania: Jak to czynić?. Jak dać się prowadzić Duchowi „za rękę” skoro wkraczamy w to, co duchowe, fizycznie nieuchwytne? To, co duchowe jest czymś najbardziej rzeczywistym i trwałym. Obecność Ducha w naszym życiu nie jest czymś mglistym. Mamy w Kościele jasne i wyraźne znaki obecności Ducha Świętego. Wierzymy, że Duch jest obecny w Kościele, jest szczególnie obecny w Słowie Bożym i sakramentach. Zatrzymajmy się przy Słowie Bożym. Słowo jest natchnione przez Ducha Świętego. Warto pamiętać, że pierwsza tradycja zapalania wiecznej lampki, była związana z księgą Pisma Świętego. Kościół zapalając lampkę przed Biblią wyznawał z wiarą, że w Biblii jest obecny Duch Święty. Oczywiście, nie jest to obecność na sposób sakramentalny jak obecność Jezusa Chrystusa w Eucharystii, ale przez analogię, jest to obecność prawdziwa, obecność Tego który jest i który nieustannie do nas przemawia – Duch Ojca i Duch Syna. Innymi słowy, prowadzić życie duchowe to najpierw otwierać Biblię i czytać, co mówi Duch do Kościoła, co mówi przez Słowo natchnione do mego serca. Wtedy rozpoczyna się prowadzenie przez Ducha Świętego. Duch, który natchnął Pisma, będzie prowadził nas do Eucharystii i innych sakramentów. Jak możemy spożywać Ciało Chrystusa, pytali ojcowie Kościoła, jeśli nie spożywamy wpierw Jego Słowa?

Jednym istotnych momentów życia duchowego są rekolekcje. Czy potrzebne jest do nich jakieś szczególne przygotowanie?

Podobnie jak w wielu sprawach życia codziennego potrzebne jest przygotowanie, tak zwłaszcza w życiu duchowym. Wystarczy przypatrzeć się sobie, kiedy odprawiamy rekolekcje. Każdy, kto brał udział w rekolekcjach, zwłaszcza tych zamkniętych, rekolekcjach na pustyni, takich jakie na przykład prowadzimy w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie, już na początku szybko się przekonuje, że nie jest do końca do nich przygotowany. Nawet jeśli o nich myślał wcześniej, zaplanował je, zewnętrznie się do nich przygotował, kiedy je rozpoczyna, okazuje się, że wychodzi najpierw zmęczenie, trudy dnia codziennego, nie jest przygotowany do głębszego słuchania i że trudno wejść w ciszę. To pokazuje jak ważne jest przygotowanie. Ważne jest to, żebyśmy do rekolekcji przygotowywali się zwłaszcza przez przedłużoną modlitwę. Jeśli jest tak w moim życiu, że zarzuciłem modlitwę, to szybko się okazuje, jak trudno jest do niej wrócić. Nie da się ot tak wrócić do modlitwy. Trzeba na nowo nauczyć się oddychać duchowo, aby odzyskać kontakt z Bogiem. I dlatego tak ważne jest, aby przygotować się do rekolekcji poprzez wytężoną modlitwę i wytężone słuchanie Słowa Bożego. Przygotować się przez momenty wyciszenia, w których nawiązuję głębszy kontakt ze sobą i moimi potrzebami, pragnieniami, ale także z moimi trudnościami i lękami. Kiedy zapraszamy do naszego domu osoby na rekolekcje, zwłaszcza te dłuższe - ośmiodniowe, prosimy, aby wypełnili ankietę. Tu nie chodzi o jakąś formalność. Zadajemy w ankiecie pytania, które mogą pomóc w przygotowaniu się do ćwiczeń duchownych. Są pytania, które wymagają głębszego wejścia w siebie, zatrzymania, przemodlenia pytań, zreflektowania ich. To może stanowić pierwsze przygotowanie. Także fizyczne przygotowanie jest ważne. Byłoby idealnie, gdyby przed rekolekcjami każdy miał choćby krótki czas na to, aby nieco odpocząć, a przynajmniej zwolnić tempo życia. Nie można wpadać w rekolekcje z ciężkiej pracy, zagonionym, ponieważ to wyjdzie na początku rekolekcji. Potrzeba będzie czasu, aby się wyciszyć, odreagować napięcie, zanim wejdzie się w słuchanie Słowa. Powtarzam często z humorem, że długość hamowania zależy od tego, ile się ma na liczniku, kiedy się przyjeżdża na rekolekcje. Tak więc, przygotowanie jest zawsze ważne. Cokolwiek chcemy w naszym życiu sensownego czynić, musimy się do tego przygotować.

Na co dzień pracuje ksiądz w Centrum Formacji Duchowej w Krakowie. Czy istnieje jakiś wspólny mianownik określający przybywających tam ludzi?

To, co jest wspólnym mianownikiem ludzi przyjeżdżających na rekolekcje, tak różnych stanów i powołań, to, co ich łączy, to silne pragnienie modlitwy, wielkie pragnienie słuchania Bożego Słowa i ciszy. To jest jeden z najważniejszych atutów uczestnictwa w rekolekcjach. Kiedy nie ma w nas pragnień duchowych, życie duchowe nie może się rozwinąć. Jeśli na przykład idę na modlitwę i niczego od niej nie oczekuję, może tylko tego, by spełnić swój obowiązek, jeśli moje pragnienia są płytkie i banalne, to prawdopodobnie banalna i płytka będzie moja modlitwa. Jeśli przyjeżdżam na rekolekcje jedynie z obowiązku, dlatego że muszę wypełnić swoją powinność, to prawdopodobnie będzie mi trudno w nie wejść z hojnością. Jedną z ważnych cech uczestnictwa w rekolekcjach jest pragnienie rekolekcji. Mogę powiedzieć, że w naszym krakowskim domu Centrum Formacji Duchowej Salwatorianów to pragnienie bardzo szybko daje się odczuć. Ludzie, którzy do nas docierają, przyjeżdżają z wielkodusznymi pragnieniami. Są na to konkretne dowody. Po pierwsze, aby przyjechać na osiem dni rekolekcji, muszą znaleźć osiem dni wolnego. Jeśli pomyślimy, że są to osoby żyjące w małżeństwie – ojcowie, matki, żony, mężowie, albo księża, siostry zakonne zaangażowani w ważnych apostolatach, duszpasterstwie, albo studenci – muszą wysupłać ze swojego cennego czasu osiem dni. Co to znaczy? To znaczy, że muszą zrezygnować z czegoś innego, muszą wybrać czas na ten cel, jakim są rekolekcje, a bez pragnienia takiego wyboru się nie dokona. Po drugie, niektórzy przyjeżdżają do nas z daleka, nie tylko setki, ale i ponad tysiąc kilometrów. Są osoby, które przyjeżdżają do nas z innych krajów, a nawet kontynentów. Pamiętam młodą kobietę, która specjalnie ze Stanów Zjednoczonych przyjechała na rekolekcje. Wiele osób przyjeżdża do nas z krajów Europy Wschodniej, ale także z Niemiec, Anglii. Jaka w nich musi być duchowa determinacja, skoro przyjeżdżają na rekolekcje. Ponadto rekolekcje wiążą się z materialnym wydatkiem chociażby na podróż. To wszystko bardzo pięknie wpływa później na zaangażowanie w rekolekcjach. Wtedy, jak to powiedział jeden z prowadzących rekolekcje, samo prowadzenie rekolekcji staje się ucztą duchową. Rekolekcje to czas wysiłku, czas trudu, czas pustyni i czas nawracania się, przemiany życia. Pragnienie rekolekcji to coś, co najbardziej łączy przybywających do naszego domu na rekolekcje.

Jak zachęcić zwykłego człowieka do modlitwy Słowem Bożym i sięgania po Pismo Święte?

Słowo Boże zrodziło się z miłości Boga do człowieka, Bóg nas kocha i dlatego do nas mówi. Do tej miłości nie da się nikogo zobowiązać. Pytanie postawiłbym nieco inaczej: Jak rozkochać ludzi w Słowie Bożym? To znaczy: jak ich rozmiłować w Słowie pełnym miłości? Po pierwsze, trzeba ich nauczyć otwierania Biblii. Ludzie otwierają różne książki, czytają literaturę. Ilu jest nieraz młodych ludzi, którzy godzinami siedzą przed Internetem i czytają różne teksty. Ludzie czytają, wielu czyta różne gazety, a więc czytanie stanowi część naszego życia. Teraz chodzi o to, aby przekonać tych samych ludzi, że jest taka Księga, niezwykła i wyjątkowa, którą warto czytać. Jak można ludzi do tego przygotować? Nie wystarczy powiedzieć, że jest to Słowo Boże, ale trzeba uświadomić, że gdy otwierają Biblię, to tak, jakby otwierali własne życie. Jest tam wszystko z życia człowieka. Wszystkie nasze pytania i wszystkie odpowiedzi na nie. W Biblii znajdziemy odpowiedź na wszystkie trudne życiowe dylematy. W Biblii jest wszystko, co Bóg powiedział o nas, wszystko, co o nas objawił. W Biblii jest nasze codzienne życie. Jeśli otworzymy Psałterz i będziemy czytać którykolwiek psalm, to zauważymy, że są w nim zawarte różne sytuacje życiowe. Spotkamy w psalmach człowieka modlącego się w chorobie, nieraz tak cierpiącego fizycznie lub duchowo, że aż modli się przekleństwami. Jest tam człowiek wielbiący Boga, radujący się, przeżywający rozkosze i człowiek będący w głębokiej depresji: „Wyrwij mnie Panie z bagna i dołu zagłady”. Ile jest w naszym życiu sytuacji, które wyraża ten werset modlitwy. Czy my się nieraz tak nie modlimy w tramwaju, pociągu. Ludzie nieraz różnie wyrażają swoje modlitwy, nawet nie wiedzą, że się modlą. Otóż w Biblii zawarte są wszystkie modlitwy ludzkie. Więcej: zawarte jest w niej całe nasze życie. Trzeba więc ludziom pokazać, że tak jest. Ludzie przyjeżdżający do naszego krakowskiego domu, szybko się o tym przekonują. Prawdą jest natomiast, że trzeba także ludzi nauczyć czytać Biblię. Biblia jest księgą piękną, ale też trudną. To, co piękne, jest także trudne. Tylko w tanich reklamach wszystko jest piękne i łatwe. Ludzie chcą podejmować trud, jeśli wiedzą, że jest on związany z poszukiwaniem szczęścia i życia. Trzeba więc pokazać ludziom Biblię, jako Biblię ich życia i szczęścia. Nie Biblię wyimaginowaną, daleką, odchodzącą od ich realiów, od przeżyć, ich pytań, ale dokładnie odwrotnie: Biblię, która zna bicie naszego serca. Nade wszystko zaś trzeba pokazać ludziom, że w Biblii spotykamy Słowo osobowe. Otwieramy ją jak każdą inną księgę i oczywiście widzimy najpierw litery. Jednak wiara Kościoła mówi, że za literą jak za murem, skrywa się Osoba. Kto? Ten, który jest Słowem Ojca – Jezus Chrystus, który chce spotkania z każdym z nas, mówiący do każdego z nas „Pójdź za mną!”, pragnący nas uzdrowić, mówiący „Wyjdź z grobu!”, obiecujący nam poranek wielkanocny. Trzeba Biblię pokazać, że jest ona spotkaniem ze Słowem żyjącym, znającym nasze serca i niebędącym słowem abstrakcyjnym.

Proponuje ksiądz metodę modlitwy Słowem Bożym zwaną Lectio divina. Czym ona jest? Jaka jest jej istota?

Rozpoczniemy od małej korekty. Często to podkreślam, że Lectio divina jest czymś więcej niż metodą. Jest stylem życia, pewną opcją, rodzajem duchowości. Lectio divina najlepiej tłumaczy się przez dwa słowa wzięte z języka łacińskiego, czyli „Boże czytanie”. W Lectio divina chodzi o to, żebym tak się nauczył czytać Słowo Boże, że gdy będę otwierał Biblię, nie będę miał wątpliwości, że sam Bóg czyta mi Słowo. Kiedy czyta mi Słowo, czyta także moje życie. Lectio divina sprawia, że oczami Boga widzę także siebie i rzeczywistość, która mnie otacza. Lecz, żeby moja lektura Biblii była rzeczywiście Bożym czytaniem, potrzebne jest poznawanie tej Księgi. W Lectio divina są cztery kluczowe momenty od wieków wskazywane przez tradycję Kościoła. Pierwszy moment to lectio, czyli czytanie. Czytanie, które nie ma być szybkie, pobieżne, gazetowe, ale uważne, powolne, pogłębione. Trzeba drążyć w literze tekstu świętego, bo za literą skrywa się studnia życia i Słowa, sens duchowy i Duch, który daje życie. Dlatego pierwszym pytaniem w Lectio divina jest: co mówi Bóg? Tego właśnie chcę się dowiedzieć, to poznać. A potem pytam się, co Bóg mówi do mnie? Wtedy zaczyna się meditatio. Czytam Słowo Boże i nagle słyszę jego głębszy sens. Słowo Boże wyjaśnia mi Słowo Boże. Jest to trudny moment. Meditatio mówi mi, że to nie ja interpretuję Słowo. Tak długo je czytam, aż w końcu ono samo interpretuje mi święty tekst. Jak mówi psalmista: „głębia przyzywa głębię”. Bóg sam czyta mi swoje Słowo. Zaczyna ono rozjaśniać się w moim sercu. Weźmy przykład z naszego dzieciństwa. Jeśli ktoś miał w domu praktykę, że mama na dobranoc czytała dziecku książeczkę, to dziecko nie zasnęło, póki mama mu nie poczytała. Musiała to być mama, albo tato. Gdy przerywała czytanie, dziecko się nieraz budziło i mówiło „czytaj dalej”. O to chodzi, w czytaniu Biblii, aby to właśnie Bóg czytał nam Słowo. Ono pozwala się poznać i zrozumieć nawet ludziom nieznającym technik egzegezy czy analizy tekstu. Kiedy zaś rozjaśnia się Słowo, wtedy rozjaśnia się także prawda o naszym sercu. Tak jak w pokoju, w który zapalimy światło, wtedy wiemy, co się w nim znajduje. Widzimy porządek i nieporządek. Słowo staje się lampą rozświetlającą prawdę o stanie naszego serca i sumienia. I tak następuje trzeci moment. Gdy już rozumiem Słowo i to, co Bóg mówi do mnie, to wtedy rodzi się odpowiedź, jak dzieje się to w spotkaniu osób. Słuchałem. Poruszyło mnie to, co usłyszałem i teraz ja chcę mówić do Boga. Lektura Pisma Świętego zamienia się w dialog. Odpowiadam sercem na Słowo Boga. Nie ma głębszej modlitwy, niż serdeczna odpowiedź rodząca się po lekturze Słowa. Tym jest oratio. Modlitwa, w której muszę zająć stanowisko wobec Słowa, które usłyszałem. Wreszcie contemplatio to nic innego jak zjednoczenie z Tym, który do mnie mówi. On jest miłością, posyła swoje Słowo, z którym się utożsamiam. To Słowo stało się moim pokarmem i życiem, światłem: „W Twojej światłości oglądamy światło” – wyznaje psalmista. Kontemplacja nie jest bynajmniej zarezerwowana dla ludzi o wysoko rozwiniętej duchowości. Jest zdolnością każdego z nas. Contemplatio jest wtedy, gdy moje oczy przemienione przez Boże Słowo czytają świat po Bożemu. Po Bożemu czytam wszystko, co mnie otacza – a zwłaszcza moje życie. Tym właśnie jest owoc Lectio divina.

Jakich rad udzieliłby ksiądz tym, którzy pragną rozpocząć drogę Lectio divina?

Mam opory do udzielania rad. Wolę raczej zaprosić. Przyjdź, pobądź, zobacz jak inni z wiarą i miłością czytają Słowo. Otwórz razem z nimi Biblię i zacznij się nią modlić. Zapraszam do naszego domu, do Centrum Formacji Duchowej w Krakowie lub Trzebini, by skorzystali z rekolekcji Lectio divina. Modlitwy Słowem Bożym uczymy się przez praktykowanie tej modlitwy. Na początku oczywiście pewne wyjaśnienia są potrzebne, ale są niewystarczające. Instrukcje to za mało. Bo to trochę tak, jakbym opowiadał komuś jak smakuje chleb, a nie pozwolił go skosztować. Mogę powiedzieć, zachęcić, ale to, co najważniejsze dokonuje się przez osobiste doświadczenie, przez osobistą relację ze Słowem, przez miłość. „Poznanie dokonuje się przez miłość” – mówili starożytni Ojcowie. W naszym domu staramy się rozkochać ludzi w Bożym Słowie. Człowiek rozkochany w Bożym Słowie zaczyna je regularnie czytać, choć nawet nie wszystko od razu rozumie. Najważniejsze, że posiada serdeczny kontakt ze Słowem. Wie i przeczuwa, że w nim jest miłość i życie. Powoli, Słowo pokochane staje się coraz bardziej zrozumiałe. W miłości ważna jest wierność i cierpliwość. Te dwie cechy są potrzebne także przy czytaniu Słowa. Zachęcam więc, aby otwierać Biblię i po prostu ją czytać, nawet jeśli się jej nie rozumie. Zrozumienie przyjdzie w swoim czasie. Słowo, które czytam z miłością i wiarą zajmuje powoli moje serce i je przemienia. Na początek proponowałbym czytanie Ewangelii, potem inne księgi NT a później także ST. Nie traktuję jednak tej kolejności jako żelaznej zasady. Można czytać Pismo Święte od pierwszego wersetu Księgi Rodzaju do ostatniego Księgi Apokalipsy. Bóg mówi do nas w każdym wersecie Biblii i tym trudnym dla nas i tym, które wydaje nam się bardziej zrozumiałe.

No właśnie. Mówimy o tej rozmowie z Bogiem, o odpowiadaniu Bogu, o tym, że Bóg do nas mówi. Co ksiądz powiedziałby wszystkim tym, którzy twierdzą, że Bóg do nich nie mówi lub Go nie słyszą?

Poczucie, że Bóg nie mówi, że milczy, może nieraz bardzo silne, dojmujące i przekonujące. Jednak dla mnie, jako człowieka wierzącego, to przekonanie jest jedynie subiektywnym odczuciem. Jeśli wierzę w Boga, który jest miłością, to niemożliwe jest, aby do mnie nie mówił, zrywał ze mną kontakt, albo żeby się mną nie zajmował. Cechą miłującego Boga jest, że nieustannie do nas mówi, posyła nam swoje Słowo. To nie Bóg ma problemy z mówieniem do nas, lecz to my mamy problemy ze słuchaniem. Często dlatego mamy problemy z usłyszeniem Go, ponieważ po swojemu pojmujemy sposób, w jaki Bóg ma do nas mówić. Nasze oczekiwania projektujemy na Niego. I się zawodzimy. Lecz to nie Bóg nas zawodzi, ale nasze projekcje. Bóg mówi także przez milczenie. Święty Ignacy Antiocheński zauważa, że największe tajemnice zbawcze dokonały się w milczeniu, w ciszy. Jezus w ciszy się począł, rodził, nierozpoznany jako Bóg cicho umierał. Także Jego zmartwychwstanie dokonało się w sposób niezauważalny i „niesłychany”. Wszystko działo się w ciszy. Bóg także mówi przez ciszę. Problem nie jest w Bogu, lecz w nas. On zawsze mówi, my nie zawsze słyszymy. To jest tak jak ze słońcem na zachmurzonym niebie. Patrzymy na niebo, widzimy chmury a nie widzimy Słońca. I mówimy, „dzisiaj nie ma Słońca”, chociaż każdy wie, że jest. Nasze życie często przypomina zachmurzone niebo. Te chmury to może być nasze cierpienie, nasz ból, nasze lęki, ciemności które przeżywamy, odrzucenie, poczucie niezrozumienia. Te chmury, to także nasze zaniedbania, które oddalają nas od Boga. Ktoś, kto pracuje cały czas w hałasie, ten powoli traci słuch. Jeśli żyjemy dziś w świecie, w którym, jak mówi Frossard, panuje kakofonia dźwięków, to żyjąc w takich warunkach, w permanentnym hałasie, stopniowo tracimy wewnętrzny słuch. Bóg natomiast przemawia delikatnie, subtelnie. Nie dlatego, abyśmy mieli problemy z usłyszeniem Go, lecz dlatego, że jest miłością. Miłość zaś nie jest inwazyjna, przemocowa. Bóg nie będzie przebijał się do nas krzykiem, nie będzie forsował naszego serca. Zostawia nam wolność. Trzeba po prostu pracować z własnego wolnego wyboru nad stylem życia, nad duchową wrażliwością. Jestem przekonany, że wszyscy ludzie bez wyjątku, noszą w sobie tęsknotę za Bożym Słowem. Tęsknią za Bogiem, który by do nich mówił. Niestety często nasz styl życia i świat, który nas otacza sprawiają, że nam się wydaje, iż Bóg jest nieobecny. Żyjemy jakby pod zachmurzonym niebem. Bóg mówi przez Słowo i ciszę. Cisza potrzebuje Słowa i Słowo ciszy. Święty Ignacy Antiocheński mówi, że kto się nauczył słuchać Bożego Słowa, ten także nauczy się słuchać Bożego milczenia. Często jest tak, że kiedy Bóg milczy, wtedy najgłośniej przemawia. Kiedy Herod chciał się zabawić związanym Jezusem, On nie powiedział ani słowa. Tym milczeniem wyraził wiele. Także wtedy, gdy był katowany i wieszany na krzyżu, przemawiał najmocniej swoim milczeniem. Tylko wtedy, gdy mamy wyczulone serce na „dźwięki” Jego Słowa i Jego milczenia, nauczymy się słuchać. Podobnie przecież jest w relacjach między ludźmi. Osoby, które się kochają, są wrażliwe na siebie nawzajem nie muszą do siebie mówić, mogą długi czas milczeć i słyszeć wzajemnie swoje najgłębsze pragnienia. Problem słuchu znajduje się na poziomie serca. Jeśli mam serdeczną relację z Bogiem, to Go słyszę nawet wtedy, gdy mi się wydaje, że nie mówi. Najważniejszym organem słuchu jest serce.

Jak by ksiądz zachęcał do korzystania z rekolekcji?

Z zachęcaniem do rekolekcji jest trochę tak jak z zachęcaniem do jedzenie. Zachęcać trzeba ludzi, którzy stracili apetyt, albo wręcz mają wstręt do jedzenia, ponieważ ich życie biologiczne, a nawet i psychiczne zostało zaburzone. Nie odczuwają głodu. Tak jest na przykład z cierpiącymi na anoreksję. Do jedzenia najlepiej zachęca nas głód. Podobnie jest na poziomie duchowym. Czymś naturalnym jest, że ludzie zabiegani i zapracowani mają pragnienie odpoczynku i zatrzymania się. Kiedy ludzie pozwolą sobie na odczucie braku, duchowego głodu, wtedy sami chętnie korzystają z rekolekcji. Trzeba jedynie ludziom z empatią o tym mówić, że mają prawo do czasu dla siebie, że powinni zawalczyć o siebie, najzwyczajniej zatrzymać się, wziąć oddech. Niestety rekolekcje, życie duchowe kojarzą się z trudem. Tyle się napracowałem, naharowałem i teraz jeszcze mam weekend poświęcić na rekolekcje? To jest nieporozumienie. Jest w nas ogromny głód Pana, głód rozmawiania z Tym, który nas kocha, głód Bożego Słowa. Trzeba tylko do tego głodu w sobie dotrzeć. Do tego potrzeba mądrych przewodników duchowych i duszpasterzy, którzy przez głoszone Słowo będą zbliżali innych do Pana Boga. Muszą to czynić tak, aby w ich głosie słyszana była miłość Boga. Bóg dociera do tych, których serca otwarte są na miłość. Jeśli ktoś wysłucha w niedzielę głębokiej, pełnej Bożej miłości homilii, to zrodzi się w nim naturalna tęsknota za Bogiem. Gdy coś ludzi zafascynuje, to zaczynają tego szukać więcej, zaczynają się tym interesować. Tacy ludzie trafiają do naszego domu. Trafiają także inni, zagubieni, poszukujący, którzy bardzo cierpią. W swej bezradności zaczynają krzyczeć do nieba, szukać Boga. Nierzadko początkiem powrotu do życia duchowego jest wielkie cierpienie, wielki ból, poznanie, że sam sobie nie poradzę. Przyznanie się do tego, że jestem jak małe dziecko potrzebujące pomocy. Przy Bogu najlepiej czujemy się jako dzieci.

Dziękuję bardzo za rozmowę. Życzę księdzu błogosławieństwa Bożego w dalszej pracy duszpasterskiej.

Dziękuję serdecznie.

Rozmawiał al. Paweł Koc




< powrót


 

 
     

Copyright 2007 - Realizacja KreAtoR